Akademik – Hall4

12 01 2006

W końcu jestem. Po przylocie byłam tak podekscytowana, że w ogóle nie czułam zmęczenia. Tylko musiałam się przebrać.. ależ upał, a raczej sauna. Parówa, jednym słowem. Zdejmuję więc marynarkę i długie spodnie. Przez cały pobyt już ich nie założyłam. Po prostu się nie dało. I zaczynam odkrywać mój akademik.

Hall 4 - akademik

Wygląda, co tu dużo mówić, ekstra! Jestem sama w pokoju, ale są rzeczy koleżanki. Tylko po niej ani śladu. Mówiąc delikatnie, w pokoju mam bałagan. Okazuje się, że to narodowa przywara Singapurczyków. Nie lubią sprzątać. A kurz im nie przeszkadza.

Hall 4, block 22. Akademik jest gigantyczny, składa się z 4 ‘blocków’. Architektura jest inna niż u nas, styl raczej otwarty, np. otwarte klatki schodowe. Jest to praktyczne, bo wiaterek może sobie hulać i ochładzać budynki. A poza tym to przed czym mają uszczelniać te domy.. zimno im nie grozi:)

Zostawiam moją walizę-gigant na później i idę na rozpoznanie terenu. Nikogo nie znam. Wszędzie w około azjaci. Czuję się trochę dziwnie. Jet lag daje o sobie znać. Różnica czasu to 7 godzin wstecz. A więc jest 9:00 rano, która tak na prawdę dla mojego organizmu powinna być 7 godzin temu. Jestem trochę oszołomiona ale robię sobie mały spacerek po okolicy. Wyposażona w moją książeczkę – przewodnik, który dostałam pocztą razem z innymi papierami, znajduję mapę. Z czytaniem map jestem trochę na bakier. Ale się nie gubię! Kampus okazuje się ogromny! A ja mieszkam trochę na uboczu, chociaż blisko do uczelni, która jest podzielona w zasadzie na dwa wielkie kompleksy: South Spine i North Spine.

NTU Garden

Po drugiej stronie kampusowej uliczki jest bardzo ładny ogród. A od razu przy wyjściu z mojej części akademika, jeziorko, w którym pluskają żółwie. Dwa kroki dalej jest przystanek autobusowy, gdzie zatrzymuje się linia 179, którą można dojechać do Jurong Point – ostatniej stacji jednej z linii metra (MRT). Jeździ tam też uczelniany autobus B.
Standard akademika jest raczej skromny. Ale cena też przystępna, 150$ singapurskich, co jest równe około 300zł. To taniej niż płaciłam w Warszawie. Pokój jest, jak już zauważyłam 2-osobowy, spory. Najbardziej znajoma okazała się.. podłoga:) Chyba wszędzie na świecie w akademikach używają tej samej, niebiesko-zielono-sinej wykładziny podłogowej. W takie paseczki. Ktoś by powiedział, że jest obleśna. A dla mnie to był powód do nostalgii:) W końcu w RP też taką mamy!
Pokój jest wyraźnie podzielony na dwie części. Każdy ma swoje łóżko, biurko z nadbudówką, krzesło, połówkę szafy z lustrem, szafeczkę odkrytą na cośtam (ja trzymałam tam kosmetyki i żarcie) i własny wiatrak sufitowy. No pięknie. Pokój bez airconu w takim klimacie?? Luuuuudzie, i ja mam tu zrobić inżyniera.. normalnie przesada.

<jo>





Pierwsze wrażenia.. Singapur

10 01 2006

Singapore - EsplanadeJakie było moje pierwsze zetknięcie z Singapurem? Oczywiście, że byłam przerażona! A jak wyglądała podróż? Co prawda lotnisko w Warszawie już znałam, to jednak przesiadka w Zurichu nie należała do najłatwiejszych. Lotnisko polecane “przesiadkowym nowicjuszom” okazało się gigantyczne! Trochę błądziłam, ale w końcu znalazłam pociąg (!) którym dojechałam do terminalu E. Tam właśnie miałam trafić. Pora była wczesna. O 3:00 rano, w niedzielę 8 stycznia rozpoczęłam moją podróż z Terespola do Warszawy, a stamtąd o 7:00 lot do Singapuru przez Zurich.
Do tego ten cały podręczny bagaż! Taszczyłam ze sobą chyba z 7-8 kilogramów, a rzeczywiście przy moich gabarytach to dość dużo. No bo w końcu jak się zmieścić w 20 kg dopuszczalnego bagażu z rzeczami na pół roku?
Lot był długi. Lądowanie w Singapurze w poniedziałek 9 stycznia o wschodzie słońca. To 23:00 czasu polskiego, 8 godzin różnicy. Powietrze o zapachu wilgoci, zupełnie inne niż to, które znałam. Temperatura: 27 stopni Celcjusza przy 80% wilgotności, odczuwalne trzydzieściparę stopni. Przed kilkonastoma godzinami w Polsce było -5 stopni. Ale czułam się dobrze.
Znajduję wyjście. Telefon do Shari, osoby kontaktowej z International Student’s Centre. Nie wiem czy to chłopak czy dziewczyna.. trudno się zorientowac znając tylko imię. Trochę koślawa rozmowa po angielsku. Sympatyczny dziewczęcy głos. Teraz muszę tylko znaleźć moją walizę, wymienić pieniądze i dojechać do Campusu. Z walizą pomaga mi uprzejmy pan, a jest ona wielka! Podroż taksówką z lotniska do Nanyang Technological University trwa ok 40 min. Lotnisko leży na wschodzie wyspy, a Campus w zachodniej części. Bardzo rozmowny kierowca – hindus – pokazuje mi z okna taksówki ciekawe miejsca. Najciekawsze sąLotnisko Chopina w Warszawie drzewa! Takie inne, płaskie na czubku. Czuję się coraz bardziej zmęczona. Jetlag – “choroba lotnicza” – zaczyna dawać o sobie znać. Ekstremalna zmiana klimatu i ogromna różnica czasowa. Mam trudności ze zrozumieniem tutejszego angielskiego! Jeszcze nie wiem, że angielski w Singapurze to specyficzny dialekt, tzw. SINGLISH. Oj tak! Jeszcze się przekonam co to znaczy..
Błądzimy. Taksówkarz zgubił się w Campusie! Prosi mnie żebym go prowadziła, bo on nie wie jak trafić do mojego akademika – Hall 4.

Przed akademikiem czeka Shari i Paweł, jedyny doktorant – student – Polak na NTU. Polska ekipa powiększa się dwukrotnie! Paweł pomaga mi wtaszczyć walizę na 4 piętro. Jestem na miejscu! Żadnych problemów, za to ciekawe odkrycia! Drzwi do toalety, otwierane na zamek szyfrowy.. hahahah. Ide spać.. ufff ale gorąco.
<jo>





Przed wyjazdem do Singapuru..

27 12 2005

Pomysł wyjazdu zrodził się na III roku. W zasadzie, kompletnie nierealny i przez wielu traktowany z przymrużeniem oka. Sama tak go traktowalam. Aż w końcu stał się faktem..

A jak to się zaczęło?

Przeglądając ofertę stypendiów na stronie Polibudy, natknęłam się na raczkującą współpracę z Singapurem. Zaproszenie na studia dla jednej osoby w Nanyang Technological University. W życiu nie słyszałam o tej uczelni.. Biorąc pod uwagę kilkadziesiąt tysięcy studentów Politechniki jako potencjalnych konkurentów do wyjazdu (bez przesady, pojechać chciało kilkanaście osób), egzotyczny kierunek, a także fakt iż jeszcze nikt nie pojechał – moje szanse wydawały się równe zeru.. i właśnie dlatego postanowiłam działać. Chciałam wyjechać na część studiów za granicę, a ten kierunek wydał mi się niezwykle interesujący, a zarazem taki trudny do osiągnięcia.

Trzeba było nieźle się nagimnastykować. Najpierw eliminacje na uczelni, potem konkurs o stypendium rządu Singapuru, w międzyczasie, raczej współczujące podejście najbliższych (nie ma co im się dziwić, każdy by się litował, że dzieciak tak się stara, a nic z tego nie będzie..) w końcu staranie o stypendium na Wydziale. I udało się! Podczas wakacjii 2005 rozpoczęłam przygotowania do tej niezwykłej przygody. Nie byłaby możliwa bez pomocy:

  • Rodziców, Brata i Marcina, którzy dopingowali mnie do działania i wspierali, zarówno przed wyjazdem jak i podczas pobytu,
  • Pani Prof. Teresy Zielińskiej, koordynatora współpracy z Singapurem, która prowadziła moją sprawę,
  • Dziekana Wydziału inżynierii Produkcji, Prof. Krzysztofa Santarka, który ufundował mi stypendium i życzliwiePoczątek stycznia 2006 - jedno z pierwszych zdjęć na nowej uczelni podchodził do sprawy,
  • Prodziekana d/s studenckich na Politechnice Warszawkiej, który ufundował stypendium,
  • Pań Agnes Yap oraz Bagavathi d/o Chandra Mohanan, z którymi korespondowałam i które aktywnie prowadziły moją sprawę w Singapurze,
  • Dyrektora Centrum Wymiany Międzynarodowej Politechniki Warszawskiej, Pana Dr inż. Romana Babuta, który przyspieszał załatwianie formalności, oraz
  • Pawła Czapskiego, doktoranta na Nanyang Technological University, który jeszcze przed wyjazdem doskonale mnie do niego przygotował i “odebrał” na miejscu.

Wam wszystkim, serdecznie dziękuję!
Bez Was moje marzenie nie ziściłoby się..
Jeszcze raz dziękuję!

<jo>