Akademik – Hall4

W końcu jestem. Po przylocie byłam tak podekscytowana, że w ogóle nie czułam zmęczenia. Tylko musiałam się przebrać.. ależ upał, a raczej sauna. Parówa, jednym słowem. Zdejmuję więc marynarkę i długie spodnie. Przez cały pobyt już ich nie założyłam. Po prostu się nie dało. I zaczynam odkrywać mój akademik.

Hall 4 - akademik

Wygląda, co tu dużo mówić, ekstra! Jestem sama w pokoju, ale są rzeczy koleżanki. Tylko po niej ani śladu. Mówiąc delikatnie, w pokoju mam bałagan. Okazuje się, że to narodowa przywara Singapurczyków. Nie lubią sprzątać. A kurz im nie przeszkadza.

Hall 4, block 22. Akademik jest gigantyczny, składa się z 4 ‚blocków’. Architektura jest inna niż u nas, styl raczej otwarty, np. otwarte klatki schodowe. Jest to praktyczne, bo wiaterek może sobie hulać i ochładzać budynki. A poza tym to przed czym mają uszczelniać te domy.. zimno im nie grozi:)

Zostawiam moją walizę-gigant na później i idę na rozpoznanie terenu. Nikogo nie znam. Wszędzie w około azjaci. Czuję się trochę dziwnie. Jet lag daje o sobie znać. Różnica czasu to 7 godzin wstecz. A więc jest 9:00 rano, która tak na prawdę dla mojego organizmu powinna być 7 godzin temu. Jestem trochę oszołomiona ale robię sobie mały spacerek po okolicy. Wyposażona w moją książeczkę – przewodnik, który dostałam pocztą razem z innymi papierami, znajduję mapę. Z czytaniem map jestem trochę na bakier. Ale się nie gubię! Kampus okazuje się ogromny! A ja mieszkam trochę na uboczu, chociaż blisko do uczelni, która jest podzielona w zasadzie na dwa wielkie kompleksy: South Spine i North Spine.

NTU Garden

Po drugiej stronie kampusowej uliczki jest bardzo ładny ogród. A od razu przy wyjściu z mojej części akademika, jeziorko, w którym pluskają żółwie. Dwa kroki dalej jest przystanek autobusowy, gdzie zatrzymuje się linia 179, którą można dojechać do Jurong Point – ostatniej stacji jednej z linii metra (MRT). Jeździ tam też uczelniany autobus B.
Standard akademika jest raczej skromny. Ale cena też przystępna, 150$ singapurskich, co jest równe około 300zł. To taniej niż płaciłam w Warszawie. Pokój jest, jak już zauważyłam 2-osobowy, spory. Najbardziej znajoma okazała się.. podłoga:) Chyba wszędzie na świecie w akademikach używają tej samej, niebiesko-zielono-sinej wykładziny podłogowej. W takie paseczki. Ktoś by powiedział, że jest obleśna. A dla mnie to był powód do nostalgii:) W końcu w RP też taką mamy!
Pokój jest wyraźnie podzielony na dwie części. Każdy ma swoje łóżko, biurko z nadbudówką, krzesło, połówkę szafy z lustrem, szafeczkę odkrytą na cośtam (ja trzymałam tam kosmetyki i żarcie) i własny wiatrak sufitowy. No pięknie. Pokój bez airconu w takim klimacie?? Luuuuudzie, i ja mam tu zrobić inżyniera.. normalnie przesada.

<jo>

Reklamy