Pulau Ubin

Pulau Ubin to zupełnie inne, egzotyczne oblicze nowoczesnego Singapuru. „Pulau”, po malezyjsku, znaczy wyspa, a „Ubin” kamień. Wyspa kamienia. Jeszcze do lat 60-tych wydobywanu tu kamień na potrzeby Singapuru. To też według legendy, wyspa która powstała z żółwia, który zmienił się w kamień po przegranym wyścigu.

Jest to wysepka położona na płn.-wsch. Singapuru, pomiędzy Singapurem a Malezją, na której można doświadczyć prawdziwej Azji. Można tu zobaczyć małpki żyjące w tropikalnym lesie, wielkie pająki, tukany, świnki leśne (no nie wiem jak je inaczej nazwać, na pewno nie dziki), karby w naturalnych warunkach. Jest również wieża widokowa, z której widać Malezję. Zachowało się też naturalne wybrzeże Singapuru, bagna oraz namiastka wioski malezyjskiej, oraz trochę starych domów, świątynia, zakon, dom brytyjskiego lekarza. Po wyspie porusza się rowerem (wynajem S$3-15) lub pieszo, lepiej rowerem. Owoce morza są tanie (chilli crab, butter crab S$18, świerze krewetki, małże do S$8). Trzeba zabrać ze sobą czapkę, krem z wysokim filtrem, coś na komary (dobry jest, nietłusty, długo trzyma, i działa świetnie OFF w pomarańczowej butli za S$8.50 w popularnych sklepach Guardian, Watson w centrach handlowych). Konieczne też są buty trekkingowe, żadnych japonek!

Zapraszam do obejrzenia galerii z mojej wyprawy na Ubin.

Dojazd
Opis podany w przewodniku Lonely Planet „Singapore” 7th ed. jest niestety błędny.
Na wyspę można się dostać wyłącznie przaśną łódką/mini promem, jakich wiele w Indiach czy Tajlandii, w Singapurze taka łódka to egzotyka. Taki prom zabiera 12 osób na pokład. Cena S$2.50 od osoby. Łódki regularnie kursują od 8 rano do 19 wieczorem, później trzeba zapłacić więcej (w przypadku mniejszej ilości pasażerów niż 12). Dojazd do przystani łódek: zielona linia MRT do stacji Tampines, później autobus 29, wysiadamy na ostatim przystanku (Changi Village). Tam za restauracją Ubin First Stop (na lewo od  terminalu autobusowego) znajduje się przystań, należy zejść po schodkach. Po dotarciu na wyspę, przyda się wziać darmową mapkę z „Information kiosk”.

Informacje i zdjęcia o atrakcjach na Ubin można znaleźć tutaj.

A jakie są moje wrażenia? Wszystko super, ale w porównaniu do czyściutkiegoSingapuru, Ubin wyda nam się „bardziej azjatyckia”, mówiąc bez ogródek, brudniejsza. Ale to też ma swój urok. Podróż łódką jak sprzed 50 lat jest ciekawym przeżyciem. Na Ubin możemy zobaczyć islanderów, jak żyją w swoich małych domkach. Tutaj przeszłość spotyka się z nowoczesnością. Wielu mieszkańców Ubin sprzedaje napoje przy drogach, nie ma problemu z kupnem coli czy innych typowo singapurskich zimnych napoi (nie trzeba martwić  się o wodę), cena ok S$1. Niestety spora część turystów to hindusi, którzy są dość hałaśliwi jeżdżąc na rowerach, płoszą zwierzęta. Jest też niestety trochę śmieci, ale nie więcej niż w naszych turystycznych miejscach. Wypożyczalnie rowerów wyglądają jak z poprzedniej epoki, można się targować i koniecznie wypróbować rower przed decyzją o wypożyczeniu.
Niesamowita jest dżungla, z kokosami naturalnie rozbitymi o kamień, jeziorkami z palmami dookoła. Ciekawa jest też wioska na wyspie, z rozwrzeszczanymi, trochę brudnymi mieszkańcami, żartującymi i uśmiechającymi się do odwiedzających.
A po udanej przejażdżce po wyspie, można zjeść pyszne owoce moża sącząc świeży orzech klokosowy.. Warto!

Reklamy